Nasze pierwsze spotkanie…

Pamiętasz pierwsze spotkanie z Twoim dzieckiem? Jego pierwszy oddech, pierwszy krzyk? Pamiętasz, jak po raz pierwszy trzymałaś je w swoich ramionach? Ja, a właściwie my pamiętamy, dzięki jednemu wyjątkowemu zdjęciu…


Na wstępie – witaj na naszej stronie i naszym blogu. Jest nam niezmiernie miło, że tutaj jesteś i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej. Dziś sentymentalny i odrobinę osobisty wpis, ale nie zawsze będzie tak ckliwie.

Chciałabym opowiedzieć Wam, jak wyglądało nasze pierwsze spotkanie z najważniejszą osobą w naszym życiu, naszym synem. Nie, nie będzie o odejściu wód, skurczach i tych wszystkich pozostałych “przyjemnościach” związanych z porodem. Nie obawiajcie się, te informacje zachowamy dla siebie :) Opowiem wam o wyjątkowej pamiątce, jaką mamy w naszym albumie… i od razu wybaczcie, że nie pokażę Wam jej. Mam nadzieję, że zrozumiecie. Postaram za to, wszystko dokładnie opisać…

Tuż przed spotkaniem…

Tuż przed zabiegiem, gdy przewożono mnie na salę operacyjną, jedna z pielęgniarek zapytała Mateusza, czy ma ze sobą telefon. Powinnam jej za to bardzo podziękować, bo w całych tych nerwach i emocjach, żadne z nas o telefonie nie pomyślało. Nie wszystko poszło tak, jak powinno, nie tak wyobrażałam sobie nasze pierwsze spotkanie, ale wtedy o tym zupełnie nie myślałam. Całą ciążę towarzyszył nam stres i strach, o jego zdrowie. Bardzo chciałam już poznać swojego syna i zacząć nowy, wspólny rozdział. Na sali operacyjnej byłam razem z Mateuszem. Nie było to takie oczywiste, ponieważ moja cesarka nie była planowana, ale ostatecznie udało się nam przekonać lekarzy. Ogromnie się cieszę, że mogliśmy powitać syna razem. Było to dla mnie bardzo ważne.

Witaj synku!

Cały zabieg przebiegł bez komplikacji. Jak tylko usłyszałam pierwszy krzyk, zapytałam, czy Natan ma włosy. Całą ciążę męczyła mnie paskudna zgaga a przesądy mówią, że właśnie wtedy rosną dziecku włosy. Mateusz z oddali sali krzyknął, że ma :) Miał. Gęste i czarne. On pierwszy go zobaczył. Po badaniach pielęgniarka położyła mi syna przy buzi. Był spokojny, a jego duże ciemne oczy wpatrywały się we mnie. Po chwili zaczął szukać piersi a że był obok ust, zaczął mnie “całować”. Niesamowite uczucie.

Nasze pierwsze, wspólne zdjęcie zostało zrobione jeszcze na sali operacyjnej.  Na zdjęciu jesteśmy we trójkę. Mateusz w zielonej maseczce na twarzy i zaparowanych okularach. Mi widać czubek głowy i nos, a obok mnie, na wysokości moich ust… on, nasz syn. Ma otwarte, ciemne oczy i równie ciemne włosy. Na ręku mam szpitalną opaskę. Głaszczę go po głowie a on przytula się do mojej buzi. Ubrana jestem w bladoróżową szpitalną koszulę. Za tło robi niebieski, pognieciony parawan. Chwilę wcześniej powstał nasz pierwszy wspólny filmik. Ma cztery sekundy – pani anestezjolog pomyliła się i zamiast zrobić zdjęcie, włączyła nagrywanie. W tle słychać sprzęt medyczny i głos personelu medycznego, ale zupełnie nie potrafię dosłyszeć co mówią. Nie jest to jednak istotne, bo najważniejszy jest obraz. Zawsze gdy oglądam ten krótki film, moją uwagę przyciągają oczy synka.

Najcenniejsza pamiątka

Od tego czasu zrobiliśmy tysiące (!) zdjęć i nakręciliśmy godziny filmów z naszym dzieckiem, ale to właśnie to jedno nieidealne – nieostre i źle skadrowane zdjęcie i cztery sekundy przypadkowego filmu są dla mnie najcenniejsze. Pojawienie się Natana na świecie było zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem w naszym życiu i ogromnie się cieszę, że ta chwila została uwieczniona.

Wiem, że nie każdy z Was będzie miał okazję na taką pamiątkę. Nie w każdym szpitalu podczas cesarskiego cięcia na sali ciężarna może być z bliską osobą. Nie każdy poród jest prosty a wtedy ostatnią rzeczą, o jakiej pomyślicie będzie wykonanie zdjęcia, ale… jeśli będziecie mieli tylko okazję – zróbcie to. Możliwe, że to będzie najważniejsze zdjęcie w waszym życiu. Jeśli z jakiegoś powodu nie będziecie mogli uwiecznić Waszego pierwszego spotkania, zróbcie to w dogodnej dla Was chwili. Koniecznie zróbcie wspólne zdjęcie, całej rodziny. Będzie to ogromna pamiątka.

Jestem bardzo ciekawa waszych historii… Jaka jest wasza najcenniejsza pamiątka z tego dnia? Macie wspólne zdjęcie? Dajcie znać. A dla tych, którzy czekają jeszcze na pierwsze spotkanie – powodzenia! Niech i dla Was będzie to niezapomniana chwila.

 

Bonus

Zdjęcia z pierwszego naszego spotkania nie mogę pokazać, ale mam dla Was mały bonus. Nie wiedzieliśmy kiedy i jak zacznie się poród, dlatego kilka tygodni wcześniej wydrukowaliśmy sobie kartkę, na wypadek gdybyśmy musieli w pośpiechu porzucić auto w niedozwolonym miejscu pod szpitalem. Na karteczce widnieje napis: “RODZIMY Syna w Szpitalu Św. Zofii. Prosimy o wyrozumiałość. Dziękujemy”. Karteczkę za szybę włożyliśmy, choć muszę przyznać, że zaparkować udało się nam elegancko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *